Cel - Vieste (Apulia)
Czas - 30.05 - 16.06.2013
Uczestenicy - rodzina 2+2
Podróż do Vieste rozpoczęliśmy kilka minut po 4 i jako że mieliśmy z Małopolski do przejechania ponad 1800 km musieliśmy wybrać miejsce na nocleg. Wybór padł na Ferrarę i hotel sieci Best Western w pobliżu autostrady. Mieliśmy zrobić sobie spacer po mieście, ale niestety szacowany czas jazdy wydłużył się o ponad 2 godziny z powodu bardzo złej pogody w Austrii i Czechach. Padał dość spory deszcz i nie dało się rozwijać maksymalnych dopuszczalnych prędkości na autostradzie. Różnica temperatur podczas 2 dni podróży wyniosła ponad 20 stopni (na autostradzie w Alpach były tylko 4 stopnie). Chwilę po 18 byliśmy już w pokoju i poszedłem tylko po owoce do pobliskiego Lidla.
Po bardzo smacznym (i obfitym) śniadaniu we włoskim stylu mogliśmy ruszyć do Vieste. Chwilę po 9 byliśmy już w drodze i o 15 zameldowaliśmy się w naszej wakacyjnej kwaterze – Chiesiola Residence. Od razu zrobię reklamę naszemu gospodarzowi Gaetano, bo miejsce jest naprawdę przepiękne. Zadbany i pachnący ogród, zawsze czysty basen i przede wszystkim widok. Prawie z każdego miejsca widać panoramę miasta na tle morza. Naprawdę miło zaczynać dzień od kawy na balkonie z widokiem. Udało mi się wstać na wschód słońca, bo w Vieste nie chowa się w morzu.
Nie byliśmy nastawieni na intensywne zwiedzanie zabytków Apulii i głównym zajęciem miało być dolce far niente na plaży i w innych ładnych miejscach.
Pierwszy dzień był lekko deszczowy (później już tylko słońce) i zrobiliśmy spacer wzdłuż wybrzeża po wyjechaniu ze 2-3 km poza Vieste w kierunku Peschici.
I ten kierunek stał się szybko naszą ulubioną drogą, bo odkryliśmy ukrytą plażę do której dostać się można brodząc po pas w wodzie. Plaża nie dość że prawie pusta to jeszcze doskonała dla dzieci, bo długo płytka i woda bardzo spokojna. Raz załapaliśmy się na fale i można było poszaleć na takiej śmiesznej płaszczce z Decathlona.
Do miasteczka jeździliśmy samochodem, bo chodnik był dopiero kładziony, a droga wąska i raczej nie dla pieszych (parking 3 czy 4 euro za cały dzień). My stawaliśmy przy via Marconi, po drugiej stronie ulicy jest targ, na którym można kupić owoce, warzywa, oliwki i inne lokalne specjały.
Centro storico jak w typowych nadmorskich miastach na wzgórzu i wysuniętym cyplu. Bardzo ładne. Mam słabość do tych wąskich uliczek, na końcu których czasem wyłania się niebieskie morze.
Dolce far niente - Vieste 2013 (cz. 1)
Dolce far niente - Vieste 2013 (cz. 1)
Ostatnio zmieniony wtorek, 8 lip 2014, 23:11 przez melmann, łącznie zmieniany 3 razy.
Dolce far niente - Vieste 2013 (cz. 2)
cd.
Pod koniec naszego pobytu, 13 czerwca było święto św. Antoniego, pochód ulicami miasta i podobno fiesta do późnej nocy, ale tego akurat nie widzieliśmy, słyszeliśmy później tylko sztuczne ognie. Nie jadaliśmy w restauracjach, raczej zajadaliśmy się pizzą na kawałki i sami przyrządzaliśmy szybkie, lekkie obiady ok. 14. Szczególnie ulubiona przez moją córkę była mała pizzeria przy via Italia po prawej stronie idąc w stronę morza. Mikroskopijny, rodzinny lokalik z plastikowymi stolikami na zewnątrz. Na pytanie jaką chce, niezmiennie odpowiadała – salame. No i oczywiście lody – intuicyjnie wybraliśmy Gelateria Ruggieri na rogu Corso Fazzinin naprzeciwko miejskiego „central parku” i to był świetny wybór. Byliśmy też gdzie indziej i mimo, że gałki jeszcze większe, to smak nie ten.
Oczywiście ruszyliśmy też trochę w teren – pojechaliśmy do Monte Sant’angelo. Najsłynniejszym zabytkiem jest Sanktuarium św. Michała Archanioła, w którym można wejść do groty, w której podobno objawił się św. Michał. Do zwiedzenia są też ruiny zamku Normanów, ale akurat zaczęła się siesta i mogliśmy budowlę obejrzeć z zewnątrz. W planie mieliśmy również pojechać do San Giovanni Rotondo, ale z duża ilość zakrętów w połączeniu z wysoką temperaturą zmęczyła naszą córkę i woleliśmy wracać do Vieste. Zdecydowanie to trudna trasa dla osób z chorobą lokomocyjną.
Bardzo udaną wycieczką był też rejs na Isole Tremiti. Statek dopływa do wyspy San Nicola, gdzie od razu wsiedliśmy na łódkę opływającą wszystkie wyspy. Naprawdę wspaniała wycieczka, można nawet było w trakcie wskoczyć do wody na krótkim postoju. Póżniej posiedzieliśmy trochę na wyspie San Domino, ale byliśmy trochę nieprzygotowani na spacer poza najbliższe otoczenie portu. Jakbym przypłynął jeszcze raz na wyspę, to wziąłbym sprzęt do snorkelingu i poszukał jakiejś pobliskiej zatoczki, bo woda jest tam naprawdę przejrzysta. Mam nadzieję, że to taki przedsmak Sardynii.
Wróciliśmy na wyspę San Nicola i tam zwiedziliśmy ruiny zamku, kościół i porobiliśmy mnóstwo zdjęć, bo widok z góry jest niesamowity. Warto wziąć trochę suchego prowiantu i dużo wody, bo wybór jest mały a ceny wysokie.
Koszt takiej wycieczki, to z tego co pamiętam ok. 100 euro dla rodziny 2+2.
Warto też, nawet po drodze zatrzymać się w Narodowym Parku Gargano i zrobić sobie krótszy czy dłuższy spacer. Chłodek, cisza, pełen relaks w lekkim oderwaniu od turystycznego zgiełku.
Pod koniec naszego pobytu, 13 czerwca było święto św. Antoniego, pochód ulicami miasta i podobno fiesta do późnej nocy, ale tego akurat nie widzieliśmy, słyszeliśmy później tylko sztuczne ognie. Nie jadaliśmy w restauracjach, raczej zajadaliśmy się pizzą na kawałki i sami przyrządzaliśmy szybkie, lekkie obiady ok. 14. Szczególnie ulubiona przez moją córkę była mała pizzeria przy via Italia po prawej stronie idąc w stronę morza. Mikroskopijny, rodzinny lokalik z plastikowymi stolikami na zewnątrz. Na pytanie jaką chce, niezmiennie odpowiadała – salame. No i oczywiście lody – intuicyjnie wybraliśmy Gelateria Ruggieri na rogu Corso Fazzinin naprzeciwko miejskiego „central parku” i to był świetny wybór. Byliśmy też gdzie indziej i mimo, że gałki jeszcze większe, to smak nie ten.
Oczywiście ruszyliśmy też trochę w teren – pojechaliśmy do Monte Sant’angelo. Najsłynniejszym zabytkiem jest Sanktuarium św. Michała Archanioła, w którym można wejść do groty, w której podobno objawił się św. Michał. Do zwiedzenia są też ruiny zamku Normanów, ale akurat zaczęła się siesta i mogliśmy budowlę obejrzeć z zewnątrz. W planie mieliśmy również pojechać do San Giovanni Rotondo, ale z duża ilość zakrętów w połączeniu z wysoką temperaturą zmęczyła naszą córkę i woleliśmy wracać do Vieste. Zdecydowanie to trudna trasa dla osób z chorobą lokomocyjną.
Bardzo udaną wycieczką był też rejs na Isole Tremiti. Statek dopływa do wyspy San Nicola, gdzie od razu wsiedliśmy na łódkę opływającą wszystkie wyspy. Naprawdę wspaniała wycieczka, można nawet było w trakcie wskoczyć do wody na krótkim postoju. Póżniej posiedzieliśmy trochę na wyspie San Domino, ale byliśmy trochę nieprzygotowani na spacer poza najbliższe otoczenie portu. Jakbym przypłynął jeszcze raz na wyspę, to wziąłbym sprzęt do snorkelingu i poszukał jakiejś pobliskiej zatoczki, bo woda jest tam naprawdę przejrzysta. Mam nadzieję, że to taki przedsmak Sardynii.
Wróciliśmy na wyspę San Nicola i tam zwiedziliśmy ruiny zamku, kościół i porobiliśmy mnóstwo zdjęć, bo widok z góry jest niesamowity. Warto wziąć trochę suchego prowiantu i dużo wody, bo wybór jest mały a ceny wysokie.
Koszt takiej wycieczki, to z tego co pamiętam ok. 100 euro dla rodziny 2+2.
Warto też, nawet po drodze zatrzymać się w Narodowym Parku Gargano i zrobić sobie krótszy czy dłuższy spacer. Chłodek, cisza, pełen relaks w lekkim oderwaniu od turystycznego zgiełku.
Ostatnio zmieniony wtorek, 8 lip 2014, 23:16 przez melmann, łącznie zmieniany 3 razy.
Dolce far niente - Vieste 2013 (cz. 3)
Reszta pobytu to plażowanie, spacerowanie po Vieste i bliskich okolicach i ładowanie akumulatorów.
Zdecydowanie najbardziej odpowiadała nam wspomniana wcześniej plaża, dostaliśmy nawet serwis plażowy na najbliższej plaży San Lorenzo, ale zdecydowanie nie lubimy plaż z parasolami i zaraz przy mieście. Jest jeszcze plaża Scialara z południowej strony miasta, w większości z parasolami, ale są też odcinki miejskie. I to na niej są słynne pionowe skały.
Jako pamiątke z wakacji przywieźliśmy 5 l oliwy z oliwek rosnących na zboczach wzgórza, na którym mieliśmy naszą letnią kwaterę. Kupiliśmy ją oczywiście u naszego gospodarza, który ma swój sklep (Mecalleria Armiento) zaraz obok naszej ulubionej lodziarni. Mieliśmy smak włoskich wakacji na talerzu przez prawie cały rok, ale musieliśmy oszczędnie nią rozporządzać
Powrót też z międzylądowaniem, tym razem w Austrii w Arnoldstein. Po drodze jeszcze zrobiliśmy w Udine ostatnie włoskie zakupy.
Po wyjściu na wieczorny spacer w Arnoldstein pierwsze co zwróciło moją uwagę to spokój i cisza – już wtedy zaczęliśmy tęsknić za włoskim gwarem.
Podsumowując nasz pierwszy włoski wyjazd muszę stwierdzić, że znakomicie wybraliśmy miejsce. Było jeszcze przed sezonem, ale woda była juz cieplejsza niz nad Bałtykiem w szczycie sezonu. Półwysep Gargano w okolicach Vieste to piękna różnorodna linia brzegowa, piaszczyste plaże z długą płycizną - idealne dla dzieci. Piękna starówka, miasto tętniące życiem mieszkańców a nie tylko sezonowych turystów. Poprzeczke zawiesiliśmy sobie wysoko i teraz kierunek może być tylko jeden... tak, tak Sardynia
Chociaż córka przez cały czas twardo lobbowała za Vieste po raz drugi.
Zdecydowanie najbardziej odpowiadała nam wspomniana wcześniej plaża, dostaliśmy nawet serwis plażowy na najbliższej plaży San Lorenzo, ale zdecydowanie nie lubimy plaż z parasolami i zaraz przy mieście. Jest jeszcze plaża Scialara z południowej strony miasta, w większości z parasolami, ale są też odcinki miejskie. I to na niej są słynne pionowe skały.
Jako pamiątke z wakacji przywieźliśmy 5 l oliwy z oliwek rosnących na zboczach wzgórza, na którym mieliśmy naszą letnią kwaterę. Kupiliśmy ją oczywiście u naszego gospodarza, który ma swój sklep (Mecalleria Armiento) zaraz obok naszej ulubionej lodziarni. Mieliśmy smak włoskich wakacji na talerzu przez prawie cały rok, ale musieliśmy oszczędnie nią rozporządzać
Powrót też z międzylądowaniem, tym razem w Austrii w Arnoldstein. Po drodze jeszcze zrobiliśmy w Udine ostatnie włoskie zakupy.
Po wyjściu na wieczorny spacer w Arnoldstein pierwsze co zwróciło moją uwagę to spokój i cisza – już wtedy zaczęliśmy tęsknić za włoskim gwarem.
Podsumowując nasz pierwszy włoski wyjazd muszę stwierdzić, że znakomicie wybraliśmy miejsce. Było jeszcze przed sezonem, ale woda była juz cieplejsza niz nad Bałtykiem w szczycie sezonu. Półwysep Gargano w okolicach Vieste to piękna różnorodna linia brzegowa, piaszczyste plaże z długą płycizną - idealne dla dzieci. Piękna starówka, miasto tętniące życiem mieszkańców a nie tylko sezonowych turystów. Poprzeczke zawiesiliśmy sobie wysoko i teraz kierunek może być tylko jeden... tak, tak Sardynia
- Konrad
- Administrator
- Posty: 904
- Rejestracja: wtorek, 3 sty 2012, 18:50
- Lokalizacja: Baunei / Urbino, Italia
Re: Dolce far niente - Vieste 2013 (cz. 1)
Świetna relacja.
Niektóre miejsca znajome. Wyspy Tremiti to było chyba pierwsze miejsce we Włoszech, w którym poczułem się jak na jakichś Hawajach czy innych Karaibach. 
- Tom_Cat
- Administrator
- Posty: 314
- Rejestracja: sobota, 12 maja 2012, 00:58
- Lokalizacja: Kraków i okolice
Re: Dolce far niente - Vieste 2013 (cz. 1)
Rewelacyjna relacja.
Zachęca do odwiedzin, a mnie szczególnie podoba się to, że można u Gaetano, zakupić lokalne produkty.
Na marginesie, jeśli ktoś miałby wątpliwości jak zrobić relację, to powyższą może zastosować jako wzór.
Na marginesie, jeśli ktoś miałby wątpliwości jak zrobić relację, to powyższą może zastosować jako wzór.
-
agniecha973
- Posty: 264
- Rejestracja: czwartek, 27 gru 2012, 19:37
Re: Dolce far niente - Vieste 2013 (cz. 1)
Bardzo konkretna relacja. Vieste i płw. Gargano to jedno z miejsc, które rozpatrywaliśmy tuż przed decyzją wyjazdu na Sardynię. Przeczytałam z zainteresowaniem i z myślą, że jednak kiedyś trzeba tam dotrzeć, choć Sardynia ustawiła poprzeczkę tak wysoko, że nie mam pojęcia jak zejść poniżej tego poziomu.
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: CC [Bot] i 0 gości